Marta słyszy w męskim świecie: "fajna blondynka", "co ona tu robi", "przecież kobiety nie znają się na futbolu" | SzczecinLife.pl Press "Enter" to skip to content

Marta słyszy w męskim świecie: „fajna blondynka”, „co ona tu robi”, „przecież kobiety nie znają się na futbolu”

Mówią o niej, że jest filigranową blondynką z pasją. Jak sama twierdzi „Nie ma zawodów, w których sprawdzą się tylko mężczyźni”. Są tacy, którzy wciąż spoglądają na nią z zaskoczeniem. Marta Krajniak to licencjonowany trener, na co dzień pracuje z adeptami piłki nożnej w OKS Prawobrzeże Szczecin.

 

Jak to jest być kobietą trenerem piłki nożnej w Szczecinie?
– Nie jestem pierwszą kobietą, która znalazła się w kręgu szkoleniowców. Moje poprzedniczki były dla mnie przykładem, pewnego rodzaju wzorem, który podpowiadał, jak odnaleźć się w męskim sporcie. Na przestrzeni lat grono kobiece w piłce nożnej znacząco się zwiększyło, co dało mi większą pewność siebie i mniejsze poczucie bycia „rodzynkiem”.

Jak zostałaś przyjęta w gronie instruktorów piłki nożnej?
– Początki nie były łatwe. „Fajna blondynka”, „co ona tu robi”, „przecież kobiety nie znają się na futbolu”… to były częste słowa, które słyszałam. Mogę to uznać za pierwsze przeciwności, z którymi było mi dane się zmierzyć. Teraz pracuje mi się wyśmienicie! Szczerze… zawsze lepiej czułam się w męskim gronie, w końcu wychowałam się praktycznie z samymi chłopakami

Czy te przeciwności, o których mówisz, zniechęcały cię do dalszej pracy?
– Wręcz przeciwnie! Wiedziałam, że nie muszę udowadniać swojej wartości, lecz muszę skupić się na swojej pracy.

Czyli praca stała się dla Ciebie najważniejsza i przestałaś zwracać uwagę na „docinki” kolegów?
– Zgadza się, po prostu skupiłam się na szkoleniu dzieci. Moim młodszym podopiecznym nie przeszkadzał fakt, że jestem kobietą. Byłam dla nich wręcz Ciocią Martą, wiedzieli, że mają we mnie wsparcie nie tylko na boisku. Po treningu odrabialiśmy wspólnie lekcje, spotykaliśmy się z rodzicami i wspólnie graliśmy w piłkę grillując. Traktowałam ich po części jako moją drugą rodzinę, dzięki której uśmiech nie schodził mi z twarzy.

 Wspomniałaś o rodzinie. Jak zareagowali Twoi rodzice, kiedy zdałaś kurs UEFA?
– Podeszli do tego sceptycznie. Moja mama wychodzi z założenia, że kobieta powinna trzymać się przyziemnych spraw. Myślałam, że z tatą będzie inaczej, ponieważ jest wielkim pasjonatem futbolu. Szybko wyprowadził mnie z błędu, mówiąc, że kobieta nie nadaje się do bycia trenerem. Widziałam w jego oczach, że robię coś, o czym on kiedyś marzył, jednak nie umiał mi tego pokazać.

Czy w świecie trenerskim istnieją jakieś tematy tabu?
– Wydaje mi się, że tym tematem jest życie prywatne trenerów. Ludzie ciągle dziwią się, że my też spotykamy się w czasie wolnym z przyjaciółmi i wychodzimy na imprezy. Istnieje dziwne przekonanie, że trener powinien wieść życie ascety. Przynajmniej ja to tak odczuwam…

Jakie są twoje największe marzenia?
– Być zdrową, zostać trenerem w grupach młodzieżowych w akademii Manchesteru United. Rozwijać pasje fotograficzną, a przede wszystkim chciałabym, by ludzie patrzyli dalej niż tylko na siebie. Osobiście staram się uświadomić najbliższych, jak bardzo jest to ważne. Oddawałam krew, byłam potencjalnym dawcą szpiku, brałam udział w charytatywnych wydarzeniach. Po prostu staram się pomagać na ile mogę.

Wspomniałaś, że oddawałaś krew, dlaczego dziś już tego nie robisz?
– Obecnie sama zmagam się z chorobą, która utrudnia mi normalne funkcjonowanie… przez nią marzę o dniu, w którym mogła bym zjeść potrawę z laktozą i glutenem. Takie doświadczenie otwiera oczy na codzienność. Choroba uświadomiła mi, jak bardzo ważne jest zdrowie i świadomość dbania o siebie oraz swoich bliskich. Staram się to przekazać swoim podopiecznym.

 Gdybyś miała sama siebie ocenić, jakim jesteś człowiekiem?
– Robię to, co lubię, nie zważając na opinie innych. Jakim człowiekiem jestem? Hmmm… wymagającym dla najbliższych, w końcu muszą znosić moje bezglutenowe zachcianki, cenię sobie szczerość, jestem marzycielką o stu pomysłach na minutę, pełną sprzeczności. Niezdarność to moje drugie imię. Na co dzień praktykuję to, aby nigdy nie zatracić swojego wewnętrznego dziecka.

Jest coś, czego żałujesz?
– Chyba nie, wszystko co mi się przytrafiło, przytrafiło się w jakimś celu. Uczymy się na błędach…

Czy masz jakieś rady dla przyszłych trenerek piłki nożnej? Dla kobiet, które równie mocno chciałyby wejść do męskiego świata futbolu?

– Nie dajcie się zamknąć w schemat życia. Jeśli czujecie swoje powołanie, po prostu to róbcie. To dotyczy każdej profesji.

Rozmawiał: Szymon Pater
Foto: Szymon Pater