Recenzja: "Damy Przeklęte" Kamila Janickiego | SzczecinLife.pl Press "Enter" to skip to content

Recenzja: „Damy Przeklęte” Kamila Janickiego

A przynajmniej rządziły Polską w czasach średniowiecza. I bez skrupułów mogły doprowadzić kraj do rozbicia. Wszystko po to, by zabezpieczyć interesy swoje i swoich dzieci.

Damy przeklęte to opowieść o niezwykłych kobietach, żonach królów i książąt, których imiona zostały zapomniane, zatarte albo celowo pominięte w przekazach historycznych. Kamil Janicki ociera je z kurzu, rozprawia się z mitami i plotkami, starając się pokazać, jak istotną rolę odegrały. Gdy bierzemy do rąk publikacje tego autora, możemy mieć pewność, że będzie to przyjemna podróż. Dla mnie to już kolejna wyprawa z Kamilem Janickim, a zarazem kolejna przyjemna lektura serii „Prawdziwe historie” od wydawnictwa ZNAK. Wcześniej czytałam kilka innych tomów, a najbardziej zachwyciły mnie „Dziewczyny z Wołynia”. Z kolei „Epoka milczenia” Kamila Janickiego bardzo mną wstrząsnęła – jeszcze raz powtórzę, że jest to książka, którą powinny przeczytać nie tylko kobiety, ale przede wszystkim mężczyźni.

Judyta – imię, które zobowiązuje

Najpierw poznajemy historię Marii Dobroniegi, której udało się to, czego przez lata nie mogli dokonać polscy wodzowie. Wykorzystała sojusze, przymierza, intrygi, by zachwiać dotychczasowym układem sił i postawić na swoim. Mówiło się, że tak naprawdę to ona ma władzę, a nie jej syn – książę Bolesław.

A potem była ona. Kto zna historię biblijnej Judyty, doskonale wie, jak silna i bezwzględna to kobieta. I chyba każda jej imienniczka jest tak samo zdeterminowana i nastawiona na osiągnięcie swojego celu. Właśnie postać Judyty Salickiej najbardziej mnie zainteresowała. Była oskarżana o cudzołóstwo albo całkowicie pomijana w przekazach historycznych. Z kolei, gdy mężczyźni mieli liczne kochanki – nie był to nawet powód do wstydu, nie mówiąc już o potępieniu. A pamiętać trzeba, że jeśli chodzi o kobiety, to zbrodnią było nawet spojrzenie na przystojnego mężczyznę. Jedną królową uwięziono nawet za to, że spojrzała na urodziwego sługę.

„Królowych za równorzędne czyny nigdy jednak nie chwalono. Znane są natomiast niezliczone przykłady władczyń oskarżanych, tak samo jak Judyta, o cudzołóstwo i potępianych w czambuł, bo ważyły się „wiarołomnie splamić” mężowskie łoże”.

Damy przeklęte dalekie jednak były od krystalicznie czystego ideału niewiasty. Dopuszczały się knucia intryg, a nawet zlecania zabójstw. Ale trzeba przyznać – wszystko w jak najlepszym tonie i z dyskrecją. Autor stara się odtworzyć takie przykładowe sugestywne rozmowy. Aż ciarki przechodzą po plecach. Nie chciałabym stanąć takiej kobiecie na drodze.

„To był grymas wilczycy: groźny, nienawistny. Taki, który niejednego człowieka przyprawiłby o bladość i zlałby go zimnym potem”.

„Bo gdyby wziąć na wiarę wszystkie wiadomości podawane przez późniejsze kronik, to cesarską siostrę należałoby uznać za jeden z najczarniejszych, najbardziej niegodziwych charakterów w polskich dziejach”.

Średniowieczny książkoholizm

Zachwyciła mnie jeszcze przewidująca i równie bezwzględna Salomea z Bergu, która była w stanie zrobić wszystko, by zabezpieczyć przyszłość swoją i swoich synów. Udało jej się nawet zmienić zasady sukcesji. Była też miłośniczką książek, a te w czasach średniowiecza były niezwykłe – wystarczy wspomnieć karty barwione drogocenną purpurą i zapisywane złotymi literami. Prawdziwe dzieła sztuki, za które trzeba było zapłacić całkiem sporo. W XI wieku hrabina Andegawenii kupiła zbiór kościelnych kazań, za które zapłatą było aż trzysta owiec!
Salomea, wg Janickiego, mogła by też zostać określona mianem feministki. Była molem książkowym, miała dość odważne poglądy – uważała, że dostęp do pisania i czytania powinien być niezależny od płci. Dzięki niej rozpoczęto organizowanie koedukacyjnych klasztorów, co dawało mniszkom szanse na realizowanie się podobnie jak mężczyźni.

Miło też czytało mi się tę książkę ze względu na sentyment do moich studiów. Kamil Janicki opiera się na kronice Galla Anonima i Wincentego Kadłubka oraz innych tekstach historycznych, które mają ogromną wartość dla językoznawców i historyków literatury. Wciąż wspominam noce z Gallem Anonimem i jego kroniką, dość swobodnie pisaną. A potem nadszedł Wincenty Kadłubek ze swoją filozofią i poetyką, której tak mocno się trzymał.

Urzekająca historia

W książce znajdziemy sporo ciekawostek. Warto chociażby wiedzieć, że w czasach średniowiecza małżeństwo niekoniecznie musiało oznaczać zawarcie sakramentu. Ślub mógł odbywać się poprzez „zamieszkanie”, dzisiaj nazwalibyśmy to konkubinatem, a wtedy było to jak najbardziej legalne małżeństwo. Na ceremonię naciskali oczywiście kapłani. Dzisiaj PR-owcy mają sporo różnych sztuczek, a jak to robiono w średniowieczu? Okazuje się, że też organizowano „ustawki”, np.:

„Jeśli w ramach praktyk modlitewnych obmywał stopy żebrakom, to rzecz jasna jego ludzie dbali, by nie były nazbyt brudne i śmierdzące…”.

„Damy przeklęte” to opowieść historyczna, to chyba najbardziej trafne określenie. Mamy tutaj przedstawione fakty historyczne, możemy się przenieść w czasy Mieszka, a potem kolejnych Bolesławów, z których każdy był podobnie nieudolnym władcą. Oprócz tego, czytelnik ma do czynienia z fabularyzowanymi fragmentami, dzięki czemu historia jest łatwiejsza w odbiorze, ciekawi i wabi. Jeśli lubicie opowieści o królach, intrygach i tajnych konszachtach, to na pewno będzie to ciekawa lektura. Dla mnie było to miłe oderwanie od rzeczywistości. I mimo że historia zawsze wydawała mi się trudna, to opowieść Kamila Janickiego porwała mnie całkowicie. To była bardzo przyjemna podróż do ciemnych czasów średniowiecza.