Home > WARTO CZYTAĆ > Recenzja: „Miłość leczy rany” Katarzyny Bondy

Recenzja: „Miłość leczy rany” Katarzyny Bondy

Jak dobrze można poznać drugą osobę? Wydaje się, że wszystko o sobie wiecie. A jednak, każdy może skrywać tajemnicę, nawet ukochany może być mordercą.

Nie czytałam wcześniej książek Katarzyny Bondy. Ale gdy na rynku wydawniczym pojawiła się „Miłość leczy rany”, trochę zaczęła mnie kusić. Dzięki uprzejmości wydawnictwa MUZA, mogłam po nią sięgnąć – a jest co trzymać w dłoni. Dość obszerna powieść może na początku przerażać swoją objętością, ale ja lubię grube książki, zwłaszcza takie, które czyta się z ogromną uwagą i zapartym tchem. I ta właśnie taka jest.

„Wyjścia są zawsze tylko dwa. Atak lub odwrót. Wchodzisz albo spierdalasz. Akcja – ewakuacja. Tak postępuje prawdziwy mężczyzna. Historia, którą chcesz opowiedzieć widzom, to skutek takiej właśnie decyzji. Jest w niej też, rzecz jasna, miłość, bo happy end w dobrym filmie być musi. Tak samo jak ofiary”.

Romans czy kryminał?

O czystości gatunkowej trudno już mówić w dzisiejszych czasach. Często poszczególne gatunki mocno się przenikają. „Miłość leczy rany” posiada zarówno wątki kryminalne, jak bardzo istotny wątek romansowy. Nie zabrakło też scen rodem z thrillerów. Niektóre wątki mogą czytelnika naprawdę zaskoczyć. Książka jest różnorodna, posiada retrospekcje, fragmenty metaforyczne, ale i też bardziej naturalistyczne. Czyta się zatem bardzo dobrze. Nie można się przy niej nudzić. Sama nie wiem, kiedy się skończyła – tak bardzo wciąga.

„Dlatego daję ci całe moje życie, moją kolczugę, zbroję. Wszystko, w co wierzę. Cały mój świat jest teraz w twoich rękach”.

Życie z mordercą

Niewątpliwie atutem książki jest to, że została oparta na prawdziwej historii. Bohater powieści, Kerej Kunanbajew, to zbieg i morderca. Jednocześnie jest też uzdrowicielem, trenerem jogi i dobrym człowiekiem, którego w Polsce wszyscy uwielbiają. Początki związku z Tośką wcale nie były łatwe. Kobieta uciekała, ale w końcu i tak ich drogi się połączyły. Jak wygląda życie z mordercą? Ciągły strach, niepewność i złość, że nie mówi wszystkiego, by „chronić”, ale tak naprawdę kobieta jest cały czas narażona na ogromne niebezpieczeństwo. Wreszcie rozstanie. Aresztowanie. Wierzyć, czy nie wierzyć? Czy to ten sam człowiek? Czy mógł dokonać rzezi z zimną krwią? Wątpliwości jest całkiem sporo, a ludzka natura czasami sprawia, że uciekamy, nie dajemy rady, nawet, jeśli kogoś bardzo kochamy. Tośka ostatecznie decyduje się pomóc ukochanemu. I wyrusza w niebezpieczną podróż. W mrok.

„Mógłbym ci się zwierzyć, obciążyć tą wiedzą. Tylko po co? Mnie da to jedynie chwilową ulgę, ale tobie wrzuciłbym na barki zbędny balast, który musiałabyś taszczyć już zawsze. Tak czynią tylko egoiści. Przeszłość należy zamykać na klucz. Choć czasami jest to niemożliwe”.

Kazachstan, Rosja, Polska

Z wielkimi oczami czytałam rozdziały z retrospekcją, poświęcone Kazachstanowi. Szokiem dla mnie było, to, że ludzie tam mieszkający, z nadzieją patrzyli na Rosję i tam chcieli uciekać, bo tam przecież lepiej. Zemsty rodów, korupcja, krwawe zbrodnie – to wszystko naprawdę jest bardzo poruszające. A jednocześnie mamy do czynienia z mistycyzmem. Poznajemy „baksy”, wędrujemy do krainy umarłych, przyglądamy się nadprzyrodzonym mocom. Niesamowita podróż, która kończy się w Polsce.

„Jeśli Kerej zostanie wydany, to na dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent nie będzie to proces sprawiedliwy. Tutaj nie było i nie będzie żadnego śledztwa. Tylko rozkaz – rozstrzelać, i koniec”.

To jeszcze nie koniec

Moje dziecko słodko spało, a ja czytałam, czytałam, czytałam. Nie zdradzę, jak zakończył się proces Kereja. Lepiej czyta się w niepewności… Gdy objętość kartek kurczyła się w mojej prawej dłoni, bałam się, że to już koniec. Taki lęk czytelnika, kto czyta, ten doskonale rozumie. Na szczęście to jeszcze nie koniec – to dopiero pierwsza część trylogii. Teraz cały czas myślę o Kereju, Kazachstanie, tajemniczych wizjach. Zaiste, była to dobra lektura. Chcę więcej. Zdecydowanie.