Recenzja: "Najlepiej dla wszystkich" Petry Soukupovej | SzczecinLife.pl Press "Enter" to skip to content

Recenzja: „Najlepiej dla wszystkich” Petry Soukupovej

Bliskość nie gwarantuje zrozumienia. Często wywołuje za to poważne spięcia. Aż iskrzy. Niesamowicie mocno.

„Najlepiej dla wszystkich” Petry Soukopovej to opowieść o relacjach rodzinnych, które zawsze są trudne, chociaż na zewnątrz może się wydawać, że wszystko jest w porządku. Hana, jej mama Eva i syn Victor to trójkąt relacji, w których nieustannie panuje burza. Ale tak chyba jest w każdej rodzinie. Rzadko kiedy panuje tu spokój. Zazwyczaj mamy do czynienia ze sztormami, na które wcale nie jesteśmy przygotowani.

Tę niezwykle piękną i poruszającą książkę miałam okazję przeczytać dzięki wydawnictwu Afera – koniecznie do nich zajrzyjcie, bo mają sporo ciekawej, wartościowej literatury, a do tego czeskiej!

Nie ma lekko

Hana jest samotną matką. Mieszka w Pradze, występuje w teatrze, ale marzy jej się wielka kariera aktorska. Żyje w biegu między pracą, szkołą syna i domem. Ciągle coś się dzieje, czuje, że zawodzi albo w pracy, albo jako matka. Pojawiają się rozterki, zwątpienie. Nie ma pomocy, jest w mieście zupełnie sama. W jej życiu pojawiają się kolejni mężczyźni, ale nigdy nie jest to nic poważnego. Uwielbia swojego synka, ale ten co chwilę pakuje się w jakieś kłopoty. Wreszcie Hana ma już dość, ale nie wie co ma zrobić. Jedna rozmowa z matką, z którą wcale nie ma dobrych relacji, wszystko zmienia. Ziarenko kiełkuje i wreszcie Hana postanawia podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji w swoim życiu. Decyzję, która wszystko zmienia. Przede wszystkim zmiany dotyczą Victora, a on nie chce tego zaakceptować. Nienawidzi jej. Boi się. Nie chce.

„(…) po pierwsze dlatego, że jesteś samotna i nie masz się kim zajmować, po drugie dlatego, że zaczął poważnie broić i pomyślałam, że zmiana otoczenia i towarzystwa dobrze mu zrobi, po trzecie dlatego, że po raz pierwszy, odkąd jest Viki, mam okazję zagrać wymarzoną rolę i nie mogę zmarnować takiej szansy, może i jestem złą matką, najgorszą na świecie, ale jestem też człowiekiem, który ma jakieś ambicje (…)”.

Trzy perspektywy, różne spojrzenia

Narracja prowadzona jest z trzech różnych perspektyw. Poznajemy spojrzenie Hany, jej problemy, wątpliwości i cierpienie. Wcale nie chce wywozić syna i się z nim rozstawać, ale to jej szansa na rozwinięcie kariery. Potem nie wie, czy dobrze zrobiła. Może mogła postąpić inaczej. Jest wybuchowa i emocjonalna, ale kocha syna ponad wszystko. Często wchodzi w konflikty z matką, do której zawiozła Victora, zmieniając całe jego życie. Nie chce się z nią kłócić, ale zawsze jakoś tak wychodzi. Eva uwielbia swojego wnuka, kocha córkę i tęskni za zmarłym mężem. Na początku wydaje jej się, że uda jej się doprowadzić Victora do porządku, potem jest coraz bardziej sceptyczna. Gdy wydaje się, że wszystko jest już w normie, znowu coś się dzieje. Też chce dobrze, a wychodzi niekoniecznie. Narracja z perspektywy dziecka najbardziej mnie urzekła. Victor budzi sympatię. To mały rozrabiaka, ale ma dobre serce. Nie chce źle, ale ciągle pakuje się w jakieś kłopoty. Dzięki temu, że poznajemy sytuację z jego punktu widzenia, jego reakcje są dla nas jasne i jak najbardziej uzasadnione. Czytelnik wie jednak więcej niż mama czy babcia Victora, dlatego między nimi wybuchają kolejne kłótnie i nieporozumienia. Taki wielotorowy sposób prowadzenia fabuły jest bardzo interesujący, wciąga czytelnika i sprawia, że ani chwili nie można się nudzić w czasie lektury. Na uwagę zasługuje także zapis rozmów – nie spotkamy się tutaj z tradycyjną formą dialogów. Chociaż głównie poznajemy myśli bohaterów, to fabuła jest dynamiczna. Książkę pochłania się bardzo szybko, może też dlatego, że dotyczy spraw, które są bliskie każdemu człowiekowi.

Najłatwiej nam oceniać

Bardzo mocno rzuca się w oczy to, że najłatwiej nam zawsze przychodzi ocenianie innych. Ona chce mi zrobić krzywdę, dlaczego nie może się zachować tak, jak ja chcę, dlaczego to robi? Dlaczego nie może być normalnie? Ja tego nie chcę i już! Książka zmusza do refleksji i zadania sobie wielu trudnych, ale jakże istotnych pytań. Gdy przyjrzymy się bardziej bohaterom opowieści Petry Soukupovej, możemy dojść do wniosku, że zachowanie Victora, wcale nie jest takie dziecinne. My, dorośli, często reagujemy podobnie. Mamy tutaj zatem ciekawe studium psychologiczne. Obserwujemy i zaczynamy się zastanawiać nad swoimi związkami i wyborami.

„Nie jesteś mi ani trochę bliska, nie ma w tobie krzty życzliwości, nie akceptujesz tego, jak żyję, kim jestem, nie rozumiesz mnie ani tego, co robię (…)”.

Życie płynie dalej

Chociaż ciągle się kłócą i krzywdzą, trudno ich nie polubić. Przez trzy dni zżyłam się z bohaterami. Będę tęsknić za Victorem, za tym, jak mówił o swojej mamie. Czułe i piękne słowa: „mama pachnie mamą”. Nigdy tego nie zapomnę. Ale życie toczy się dalej. Nie zawsze mamy wpływ na to, co się dzieje, zwłaszcza, gdy decyzje podejmują inni ludzi. Możemy jedynie korzystać z tego, co mamy i szukać pozytywnych aspektów w szarych, mrocznych dniach. Na szczęście – w przeciwieństwie do narratora powieści – nie wiemy, co będzie dalej. I niech tak zostanie.

„Ale na razie siedzę w furgonetce, wujek rusza, wjeżdża na drogę krajową, wiatr targa mi włosy, jedziemy, a wszystko jest jeszcze przed nami”.