Home > WARTO CZYTAĆ > Recenzja: „Przewodnik z filozofią w tle” – Kujawy i Wielkopolska

Recenzja: „Przewodnik z filozofią w tle” – Kujawy i Wielkopolska

„Nawet tak mało fascynujący obiekt jak rzeźnia niekoniecznie musi wyglądać jak pudło oklejone reklamami” – pisze o bydgoskim zabytku Grzegorz Senderecki.

W I tomie „Przewodnika po Polsce z filozofią w tle” zabiera nas do Wielkopolski i Kujaw, oferując zupełnie nowe spojrzenie na miejsca i ludzi związanych z tą częścią Europy.

Niezwykła podróż po Wielkopolsce i Kujawach rozpoczyna się w Poznaniu i jego okolicach. Potem wędrujemy po ulicach m.in. Włocławka, Inowrocławia, Kalisza, Piły, czy też Wągrowca. I bynajmniej, wycieczka ta nie ogranicza się tylko do opisu zabytków czy porównywania stylów architektonicznych na przestrzeni wieków. To przede wszystkim zwykłe miejsca w niezwykłym ujęciu ludzkiej myśli, charakterów, natury, rozwoju, czy też ewolucji całych społeczeństw. W przypadku Wielkopolski wiele do myślenia daje fragment dotyczący klimatu i przetrwania ludzkości… wszak okolice Poznania były niegdyś krainą pięknych winnic. Bujda? Skądże znowu, niegdyś klimat temu sprzyjał. Zmiany jednak dają znać o sobie i jak zauważa autor, można się spodziewać, że czas przyniesie kolejne wspaniałe warunki dla wspominanych winnic. Sprawa niestety tu się bardzo komplikuje, czego dowodzą przytoczone w książce badania nad klimatem: albo ocieplanie się klimatu i bogactwo winnic, albo oziębienie i rozwój inteligencji.

Wino czy inteligencja?

Regularne nawroty zimna bezlitośnie trzebiły ludzką populację, faworyzując inteligencję. W trakcie jednego z cykli cała populacja ludzka spadła do poziomu około tysiąca osobników, stając się gatunkiem zagrożonym wymarciem – z badań genetycznych ludzi współczesnych wynika, że wszyscy wywodzimy się z grupy liczącej kiedyś około tysiąca osobników. To co wybieramy: wino czy inteligencję?

Części historyczne przewodnika związane z Wielkopolską i Kujawami obfitują w ciekawe historie, które kształtowały poszczególne miejscowości. Nie brakuje tu zapisków, które z perspektywy czasu mogą się wydawać groteskowe, ale są związane z ludzkimi tragediami:

„Tuż przed północą 3 marca 1846 roku rozpoczęło się w Kórniku powstanie. Powstańcy rozsiedli się na furmankach i ruszyli na poznańską Cytadelę. Dojechali do mostu chwaliszewskiego, na którym zostali ostrzelani z dwóch stron przez żandarmów. Powstanie dobiegło końca”.

To wydarzenie, zakończone kompletną klęską, pociągnęło za sobą kolejne wydarzenia. Jeden z uczestników „kurnikowskiego” powstania, Ludwik Mierosławski:

„Do końca życia zajmował się wzniecaniem rewolucji, jeżdżąc po całej Europie i stając na czele każdego nadążającego się buntu. Dotarł w tym celu nawet na Sycylię. Podejrzewam, że gdyby któraś z rewolucji udała mu się, byłby wspominany jak Piłsudski”.

Kolejną historią, która brzmi irracjonalnie, będąc mocno związaną z historią regionu, jest żywot króla Stanisława Leszczyńskiego. Nie da się zwiedzić Wielkopolski i Leszna, pomijając obecność tego władcy, nie poznawszy jego wzlotów i upadków, wpływu na region, a przy tym nie wiedząc, w jaki sposób dokonał swego żywota:

„Stanisław Leszczyński zadbał, by również w scenie finałowej tragedia połączyła się z komedią. Grzejąc się przy kominku, nie zauważył, że płomienie objęły jego szlafrok. Zmarł wskutek poparzeń po przeszło dwutygodniowej bolesnej agonii”.

Podróżując z przewodnikiem Grzegorza Sendereckiego w dłoni, nie można pominąć barwnych opowieści o artystach związanych z regionem. Stanisław Grochowiak:

„Grochowiak ukończył w Lesznie liceum znajdujące się przy ulicy Kurpińskiego. Po maturze zakochał się, ale bez wzajemności. Zawód, jaki go spotkał, wyładował na leszczyńskich plantach, ubliżając prezydentowi Bierutowi. Został zabrany przez milicję i aresztowany na trzy miesiące”.

Zaciekawiła Was ta historia? To dopiero początek. Autor przewodnika po Wielkopolsce i Kujawach zabiera czytelnika do świata filozofów i literatów próbując odgadnąć motywy ich twórczości. Przybyszewski, Kasprowicz, Staszic, Herbert, Asnyk, Dąbrowska, czy też Stachura. W znakomitej większości do dziś zachowały się domy, w których tworzyli nasi wybitni rodacy, można znaleźć się w miejscach, w których wpadali… w samozachwyt, jak w przypadku chociażby Edwarda Stachury, który uważał siebie za najznamienitszego poetę, a jeśli ktokolwiek w to powątpiewał, był skreślany z listy przyjaciół. Grzegorz Senderecki zdradza też historię starcia Stachury z elektrowozem i wskazuje miejsce, w którym wszystko się zaczęło:

„Czekając na pociąg na dworcu w Aleksandrowie Kujawskim 22 kwietna 1971 roku, Edward Stachura wpadł na pomysł komponowania piosenek”.

Zabytkowe kamienice, wydarzenia z lat wojen mieszają się z miłością, ludzkimi charakterami, brutalnością typową dla człowieka i… zazdrością.

Matka Stanisława Przybyszewskiego uważała, że jej syn powinien zrobić większą karierę niż jakiś tam Kasprowicz – w końcu jej syn jest z nauczycielskiego domu, a Kasprowicz to zwykły chłop, do tego parobczak. Tutaj, na przedmieściach Inowrocławia, między Przybyszewskim a Kasprowiczem rozpoczęła się rywalizacja, która miała swój dramatyczny finał dwadzieścia lat później.

Szkoda Wam Przybyszewskiego? To teraz dowiedzcie się o tym, że:

„Przybyszewski dla własnej rozrywki sprowadził ze szpitala umierającego na gruźlicę wujka, by obserwować proces umierania”.

Autor przewodnika zabiera nas także w świat piłsudczyków i „Krwawej Środy”, wydarzenia, które do dziś dzień budzi ogromne kontrowersje. Zabiera czytelnika do Włocławka, gdzie w 1897 urodził się noblista w dziedzinie chemii, Tadeusz Reichstein: wynalazca pierwszej sztucznej kawy, czy też stosowanej do dziś metody wytwarzania witaminy C. Nagrodę Nobla otrzymał za pracę nad hormonami wytwarzanymi przez korę nadnerczy.

Nie wszyscy naukowcy związani z regionem mieli tyle szczęścia. Ceniony przez Zbigniewa Herberta filozof w swoim życiorysie musiał notować takie oto „szczęście”:

„W 1950 roku profesor Elzenberg został odsunięty od wykładów. Dostał oficjalne skierowanie do pracy edytorskiej nad Biblioteką Klasyków Filozofii. Decyzja ta stanowiła naruszenie przez komunistyczne władze autonomii uniwersytetu. Trzeba jednak pamiętać, że gdyby rzecz działa się w Rosji, Elzenberg tkwiłby w łagrze,  gdyby działa się w Czechosłowacji, sprzątałby ulice”.

Ale żeby nie było, że przewodnik prowadzi nas tylko przez świat artystów, powstańców i filozofów. Nie brakuje w książce interesujących opisów miejsc, jakie każdy obieżyświat powinien zobaczyć na własne oczy. W Rogalinie:

Jest to zaiste widok niezwykły, gdy pośród lasów i mokradeł w północnej Europy wyrasta nagle w pełnym szyku rzymska świątynia.

Z kolei w Bydgoszczy znakomitym przykładem imponującej architektury jest… rzeźnia.

Rzeźnia miejska została uruchomiona pod koniec XIX wieku, została zbudowana w stylu neogotyckim. Świadczy o tym, że nawet tak mało fascynujący obiekt jak rzeźnia niekoniecznie musi wyglądać jak pudło oklejone reklamami.

Dodatkowym smaczkiem jest tu fakt, że w tej rzeźni pracował późniejszy pisarz David Jerome Salinger („Buszujący w zbożu”) i wiemy, że nienawidził roboty związanej z mordowaniem świń.

Podróż z przewodnikiem Grzegorza Sendereckiego to nie tylko wyprawa po Wielkopolsce i Kujawach, to także podróż w czasie. Z przewodnika płynie wiele nauki:

„Od czasu do czasu do władzy dochodzą szaleńcy, którzy zamiast wymierzać sprawiedliwość, realizują własne urojenia. Rządy szaleńców są często widowiskowe, niekiedy prowadzą do wielkich nieszczęść, ale niemal zawsze trwają krótko”.