Home > LIFESTYLE > Rodzicowi nie można odmówić prawa do miłości, ale musi o czymś pamiętać

Rodzicowi nie można odmówić prawa do miłości, ale musi o czymś pamiętać

Jest znana w całym regionie jako propagatorka zdrowia. Agata Gibert-Bodnar lubi pracować z dziećmi i ich rodzicami, uświadamia wszystkich, że o zdrowie zębów trzeba dbać od narodzin. I jak mówi, pierwsze miesiące życia dziecka mogą rzutować na jego zdrowie w dorosłym życiu.

Niemowlę u dentysty? Są tacy, którzy uważają, że pierwsza wizyta w gabinecie stomatologicznym powinna mieć miejsce po kilku miesiącach życia dziecka.

Agata Gibert-Bodnar: To nie jest konieczne, ale warto pamiętać o kilku istotnych sprawach. Chociażby o tym, że rodzic chcąc mieć zdrowie dziecko, sam musi dbać o swoje zdrowie. Patrzę na to z punktu widzenia zdrowej jamy ustnej. Wielu dorosłych nie zdaje sobie sprawy z tego, że ich próchnica szybko może dokuczyć dzieciom.

W jaki sposób?

– Z miłości. Całujemy dziecko przekazując mu bakterie. Sprawdzamy, czy posiłek nie jest zbyt gorący i zostawiamy bakterie na łyżeczce, czy też wreszcie ślinimy smoczek a potem wsadzamy go dziecku do buzi. To prosta droga do zarażania próchnicą.

Ewentualna próchnica w buzi niemowlęcia jest aż tak niebezpieczna? Nawet wtedy, gdy nie ma pierwszych zębów?

– Zwykle pierwsze ząbki u dzieci pojawiają się w szóstym miesiącu jego życia. Trzeba mieć natomiast świadomość, że zawiązki zębów mlecznych powstają jeszcze w życiu płodowym dziecka. Również mineralizacja zębów zaczyna się w ciąży. Próchnica może mieć wpływ już na te zawiązki, a co za tym idzie, na zęby mleczne. W dalszej kolejności, próchnica z mleczaków zwykle przechodzi na zawiązki zębów stałych, a później… to problem zdrowotny na całe lata.

Lepiej nie całować swoich dzieci?

– Oczywiście nie popadajmy w skrajności. Każdy rodzic nad życie kocha swoje dzieci i nie można mu odmówić prawa do wyrażania uczuć, do troskliwości. Rodzic musi jedynie mieć świadomość, że jego zdrowie jest równie ważne, jeśli mówimy o zdrowiu dziecka.

Na początku powiedziała Pani, że z niemowlęciem nie musimy chodzić do dentysty. Kiedy więc planować pierwszą wizytę?

– Tego nie da się precyzyjnie określić, ponieważ każde dziecko rozwija się inaczej. Jak już wspomniałam, po 6 miesiącach powinny się pojawiać pierwsze ząbki u dziecka, ale nie jest to reguła. Znam przypadki, gdy działo się to dopiero po 12 miesiącach. Jedno jest pewne, jeśli przez półtora roku zęby się nie wyżynają, to trzeba wybrać się do stomatologa i sprawdzić przyczynę.

… a jeśli ząbki u dziecka pojawiają się prawidłowo, to…

– … w momencie pojawienia się pierwszego ząbka w jamie ustnej… to będzie odpowiedni czas na pierwszą wizytę w gabinecie. I nie mówię tu o konieczności leczenia, ale o tym, by uczyć dziecko współpracy z dentystą. Taka wizyta adaptacyjna polega na tym, że maluch wchodzi do gabinetu, może wszystkiego dotknąć, ale nie wiąże się to z żadnym stresem. W przyszłości tak właśnie będzie reagowało na dentystów. Bez stresu.

Często pracuje Pani z tak małymi pacjentami podczas wizyt adaptacyjnych?

– Chciałabym rzec, że często, ale… nie wszyscy rodzice czują taką potrzebę. Niestety. Wprawdzie zauważam, że świadomość rodziców jest coraz większa, ale wciąż jest wiele do zrobienia na polu profilaktyki.

Z czego wynika taka niechęć rodziców do wizyt adaptacyjnych?

– Powody są różne. Jedni twierdzą, że nie mają czasu, bo dużo pracują, inni odnoszę wrażenie, próbują oszczędzać sądząc, że takie wizyty w gabinecie są drogie. Jeszcze inni nie mają wiedzy, że tego typu wizyty u lekarza w okresie dzieciństwa mogą sprawić, że w dorosłym życiu taka osoba nie będzie się bała stomatologa. Ale usilnie pracuję nad tym, by to zmienić.

Właśnie – jest Pani znaną propagatorką zdrowia u dzieci. Była Pani nominowana do tytułu Kobieta Roku 2018 Województwa Zachodniopomorskiego, jako jedyny lekarz. Wśród nominowanych były takie postaci jak pisarka Inga Iwasiów, czy Kasia Nosowska, uwielbiana wokalistka. Doceniono Panią za pracę na rzecz profilaktyki zdrowia u dzieci.

– Tak, ta nominacja była dla mnie zaskoczeniem, choć pacjenci twierdzili, że nie ma się czemu dziwić. Gratulowali mi i kibicowali.

Ostatecznie nie zdobyła Pani tytułu.

– Nie, w sumie nawet namawiałam pacjentów do tego, by na mnie nie głosowali.

Namawiała Pani pacjentów, żeby nie głosowali? Dlaczego?

– Dla mnie sama nominacja i znalezienie się obok tak znanych osobistości, to wyróżnienie. Cieszę się, że dostrzeżono moją pracę, tyle mi wystarczy, by mieć satysfakcję. Poza tym głosowanie odbywało się na zasadzie „wyślij SMS”. Wolałam, żeby użytkownicy telefonów komórkowych inwestowali w swoje zdrowie, a nie w sms-owe ankiety. Dorosłych namawiałam do tego, by kupili porządne szczoteczki dla swoich dzieci albo dla siebie samych.